Konferencja Reha for the Blind in Poland, która się odbyła 3 i 4 grudnia w Warszawie doczekała się w „Makowisku” jak dotąd jedynie wzmianki w jednym z komentarzy. Nadrabiam tę małą zaległość, publikując wypowiedzi Sylwka Piekarskiego i Małgosi Zuber zamieszczone pierwotnie na liście dyskusyjnej „Typhlos”. Dziękuję autorom za wyrażenie zgody na umieszczenie ich tekstów na naszych łamach. Są w nich zawarte ich osobiste opinie, z którymi oczywiście można dyskutować w komentarzach.
Chętnym uzyskać więcej informacji na temat konferencji oraz jej programu podaję link do
strony Fundacji Szansa dla Niewidomych
- organizatora konferencji.
Oddaję głos Małgosi Zuber:
Co do pierwszego dnia - wystąpienia prelegentów nie były powalające. Do zajmujących, a przynajmniej skłaniających do refleksji, zaliczam wystąpienia: doktora Czermińskiego, nauczyciela ze Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego (SOSW) w Łodzi oraz P. Prezes Polskiego Związku Niewidomych, Anny Zielińskiej. Pozostali prelegenci, przynajmniej dla mnie, poruszali tematy znane, a niekiedy kwestie oczywiste. Może warto byłoby w przyszłości pomyśleć nad ograniczeniem liczby prelegentów, dając im w zamian za to okazję do obszernego podjęcia interesujących ich tematów.
Drugi dzień był zdecydowanie lepszy pod względem wystąpień przedstawicieli wystawców i prezentacji produktów. Natomiast nie mogę pozostawić bez komentarza sprawy wystąpień zaproszonych gości, a ściślej - gości rosyjskojęzycznych. Osoby, które nie uczestniczyły w konferencji, informuję, że w odróżnieniu od wystąpień w języku angielskim, które były tłumaczone jedynie dla chętnych, z jakichś względów wystąpienia w języku rosyjskim były tłumaczone na całą salę. Prawdopodobnie założono, że na sali nie ma osób znających ten język, albo są pojedyncze. Założenie było błędne, gdyż w moim bezpośrednim otoczeniu były, prócz mnie, jeszcze cztery takie osoby. I nie byłoby problemu, gdyby osoba tłumacząca znała język polski równie dobrze jak rosyjski… To taka podstawowa zasada profesjonalnego przekładu, aby tłumacz znał obydwa języki doskonale. Niestety. Wpadki były mniejsze i większe, ale bardzo częste. Niekiedy osoba tłumacząca jedynie ślizgała się po obrzeżach sensu, a bywało, że brakowało jej prostych słów. Zapewne robiła, co mogła. Tylko że na międzynarodowej konferencji takie wpadki zdarzać się nie powinny. I to nawet nie jest zarzut dla osoby tłumaczącej, ale dobra rada dla organizatorów, żeby powierzać tłumaczenie osobom kompetentnym zamiast zakładać, że na sali nikt nie zna rosyjskiego albo dowolnie innego języka. To nieelegancka praktyka, a przy tym celny strzał organizatorów do własnej bramki.
Kolejna kwestia (…) to pokaz filmu z syntetyczną audiodeskrypcją. Tutaj już wypowiedzieć się muszę obszernie, gdyż brałam udział w dyskusji, pewnie w opinii wielu (…) angażując się po jednej ze stron, chociaż ja tutaj nie robię niczego innego, jak tylko wyrażam swe prywatne opinie. I tylko za nie jestem skłonna odpowiadać, co niech tłumaczy moją wstrzemięźliwość w innych kwestiach lub wycofanie na pewnych etapach poszczególnych dyskusji.
Jeżeli komuś odpowiada audiodeskrypcja syntetyczna, bardzo proszę, nie mam nic przeciwko. Mnie się nie podobało. Były momenty, w których brakowało audiodeskrypcji, w których kontekst był opisany post factum, co powodowało, że trzeba było powracać do wcześniejszych kwestii bohatera, by je odpowiednio zinterpretować. Poza tym ścieżka była nagrana zbyt szybko i zbyt głośno w stosunku do ogólnej głośności filmu. Dobrze, że mogliśmy obejrzeć film i ocenić realizację pomysłu syntetycznej audiodeskrypcji, a swe opinie przedstawić w anonimowej ankiecie.
Ciekawe, czy twórcy audiodeskrypcji do “Dnia Świra” konsultowali swe prace z osobami niewidomymi? A może takie osoby też były w zespole?
I tak, nawet jeśli skłonna jestem uznać tymczasowość takiego rozwiązania, nie uważam go za alternatywę dla audiodeskrypcji klasycznej w zastosowaniu publicznym (seanse, spektakle). Zwyczajnie brakuje mi ludzkiego wymiaru takiego opisu. audiodeskrypcja syntetyczna jest pójściem na skróty i wyręczeniem się technologią tam, gdzie szczególnie ważna i cenna jest obecność drugiego człowieka - mianowicie w procesie oswajania i poznawania niedostępnej nam w pełni rzeczywistości. Obecność innej osoby na etapie pisania audiodeskrypcji, nie wystarczy.Spoglądając na audiodeskrypcję z perspektywy antropologicznej i poznawczej, widzę ją jako relację dialogiczną, w której jeden człowiek opowiada świat drugiemu. Ażeby opowiedzieć komuś coś, trzeba być tuż obok; nie można być za ani przed nim, bo zmienia się perspektywa. Tylko będąc z kimś, można być dla kogoś - a to jest chyba istotą obecności. Stąd szczytem marzeń jest dla mnie audiodeskrypcja realizowana na żywo, jak np. podczas spektakli, gdy i widz, i lektor na równi uczestniczą, gdy muszą ustosunkować się nie tylko do rzeczywistości przedstawionej, ale także do siebie nawzajem, własnych reakcji na tę rzeczywistość. To jest jednak marzenie nieziszczalne, więc pozostaje nagranie ścieżki przez lektora, w które wkłada on całą swoją uwagę, umiejętności.
Wybaczcie ogólnikowość powyższego, ale to kwestia domagająca się innego ujęcia, z zastosowaniem odpowiednich kategorii. I tutaj powraca do mnie słuszna przestroga Pana Tomasza Strzymińskiego przed pseudo humanistyką… Trzeba wyważyć proporcje między teorią i praktyką, szukać dla nich kompromisu, nie zaś wybierać między nimi. Najpiękniejsze idee, których nie próbujemy realizować, są ułudą, a praca bez myślenia - daremnym, często szkodliwym trudem. A audiodeskrypcję należy po prostu robić. Jak najczęściej i jak najlepiej. I żeby zawsze jakość dostawała pierwszeństwo przed ilością. (…) Zastosowanie nowoczesnych technologii, chociaż bardzo ułatwia nam życie, w wielu dziedzinach, rodzi wiele pokus związanych z wiarą w technikę. Mam niekiedy wrażenie (…), że taka wiara odbija się negatywnie na jakości naszej pracy, na rzetelności, jak gdyby zwalniała nas z obowiązku wykonywania “dobrej roboty”. To jest sprawa zadania sobie pytania, czy jeżeli coś da się zrobić, to koniecznie należy to czynić?
I z tym filozoficznym pytaniem Was pozostawiam. Małgorzata Zuber
Skróty oraz tytuł - ode mnie.